RSS
poniedziałek, 09 listopada 2009
Ordnung muss sein

Muszę pochwalić moją Współlokatorkę - nauczyła się wykonywania kolejnego polecenia! Jak kiedyś wspominałem, rozumie już, gdy mówię, że chcę pić, jeść i że trzeba zmienić piasek. A teraz jeszcze to. No, jestem z niej dumny. Ale do rzeczy...

W dzień sypiam sobie, gdzie popadnie - a właściwie, gdzie mnie sen zmorzy. Niemniej jest przecież coś takiego jak higiena snu, prawda? I noc trzeba spędzić w łóżku, w pościeli, a nie gdzieś na pralce. Dlatego nocą śpię na rozłożonym tapczanie:

- albo na poduszce (jeśli zdążę się położyć przed właścicielem poduszki)

- albo w nogach (jeśli jestem zbyt śpiący i refleks mi nie dopisze).

I ostatnio budzę się, rozglądam i widzę ciemność (ha! widocznie zasnąłem przy rurze w przedpokoju). Wchodzę do pokoju, zerkam na zegarek - druga w nocy. Współlokatorka siedzi przy kompie i widocznie zapomniała o świecie, bo tapczan nie zrobiony. O nie - myślę sobie - to już przegięcie! Jak nie miauknąłem w krótkich żołnierskich słowach, jak się kobiecina nie poderwała od biurka, aż miło było popatrzeć. Stanąłem przy tapczanie i popatrzyłem na niego z wyrzutem. Współlokatorka zrozumiała w lot! Podeszła do mnie, pogłaskała, ale przecież nie o to mi chodziło, więc jej tylko odburknąłem, a ona wyciągnęła pościel.

Zdolna bestia, prawda?

A jak już wszystko przygotowała, poszła wyłączyć kompa. Hłe, hłe... zgadnijcie, gdzie się ułożyłem. :-)

11:25, karmelek_kot
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 października 2009
Kto ty jesteś?

Takie refleksje mnie naszły dziś nad miską: czy ja jestem SAMOżywny czy jednak CUDZOżywny. Bo to jest jednak kwestia dotycząca mojego jestestwa i mojej tożsamości, prawda? Ale od początku...

Pewnego dnia wpadła Młodsza Współlokatorka do domu i zaśmiewając się opowiedziała, jak pani od biologii przepytywała klasę i zadała jakiemuś chłopaczkowi pytanie:

- A tygrysy? Czy tygrysy są samożywne czy cudzożywne?

- Samożywne - odpowiedział pewnie chłopaczek.

- Jak to??? - pani była z lekka wstrząśnięta.

- No przecież na wolności nikt ich nie karmi i same się żywią!

Współlokatorki się obchichrały, ale w moim przypadku ta kwestia nadal pozostaje otwarta: niby nikt mnie widelczykiem nie karmi i sam sobie daję radę, czyli tak jakbym był samożywny. Ale z drugiej strony potrzebuję kogoś do otwarcia puszeczki. Czyli co? Cudzożywny? No, ale z trzeciej strony przecież mogę potraktować ludzi jako bardziej myślące otwieracze do puszek - w końcu to JA steruję nimi i prowadzę do szafki. Hm... Mam mętlik w łebku.

10:36, karmelek_kot
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 października 2009
Podaj cegłę, podaj cegłę...

Sissi i Jasminko, bardzo Wam dziękuję za wyróżnienie. Jakoś tak nie bardzo dopuszczano mnie do kompika, bo mieliśmy mały remont, więc nie mogłem podziękować na bieżąco. Ale już jestem i mam nadzieję, że będę regularnie.

No właśnie... remont. Nie jakiś wielki, nie. Współlokatorka postanowiła tylko odświeżyć pokój Młodszej Współlokatorki - bo to pójdzie sprawnie i bezboleśnie. Hłe, hłe... miało to trwać kilka dni, a skończyło się niemal na miesiącu i zrujnowaniu przyległego przedpokoju. Na razie mieszkańcy liżą rany po tym przedsięwzięciu.

A propos lizania... Wiecie, co mi w tym całym remoncie sprawiało największą radochę? Gdy już Specjalista od Remontu wychodził z naszego domu, a my wchodziliśmy do pokoju na inspekcję, żeby podziwiać straty (bo zysk pojawił się dopiero ostatniego dnia - wcześniej z dnia na dzień było tylko gorzej). Tak więc Współlokatorki otwierają drzwi, światła nie zapalają, bo nie ma, nieśmiało zaglądają do środka, a ja WZIUUUU wpadam do pokoju, ślizgam się na jakiejś folii, zatrzymuję się na drabinie, wzbijam kilogramy kurzu (tak, tak, kilogramy, wprawdzie miewam skłonności do przesady, ale teraz mówię szczerze), bezwstydnie się w nim tarzam  i cały szary wybiegam z mojego placyku zabaw. Nawet nie miały do mnie pretensji, że rozwlekam kurz po domu - w całym tym burdelu to i tak nie miało znaczenia. :)

A potem siadałem sobie w jakimś kątku i zlizywałem kurz z futerka. Całą godzinkę. A one patrzyły i się martwiły. Próbowały przemówić mi do rozsądku, tłumacząc, że cement plus ślina równać się może czopek w mojej dupce, ale nic sobie z tego nie robiłem. Wszelkie próby powstrzymania mnie przed zabawą kończyły się fiaskiem. Teraz trochę mi brakuje smaku cementu...

Później bez ostrzeżenia Specjalista położył panele. I tu mnie zaskoczył. Wcześniej oparciem dla moich pazurków była wykładzina, później w czasie remontu jakiś gruz i kamienie, a tu nagle wpadłem do pokoju i... się poślizgnąłem. Ale nic to! Pomyślałem sobie: może nie zauważą. Szybko się zerwałem na równe łapki, chciałem nabrać rozpędu i... poczułem się jak zwierzątka w kreskówkach, które przebierają łapami i absolutnie nie posuwają się naprzód. Zrobiłem w miejscu chyba ze trzy „kroki”, nim udało mi się nieco przemieścić. Hm... to było dość żenujące. Cały dzień tam nie wchodziłem.

Teraz jest tam czysto i ładnie. I muszę się pochwalić - zamontowano mi dywanik na środku pokoju, na tych nieszczęsnych panelach. Jeśli uda mi się wpaść tam z odpowiednią prędkością, to wskakuję na dywanik i jaaaaaadę przez cały pokój zatrzymując się dopiero przy biurku. Polecam!

I już nie mogę się doczekać remontu kuchni i łazienki. Ale obawiam się, że jestem osamotniony w moich tęsknotach. Ech... jak zwykle nie mam tego, czego pragnę...

11:12, karmelek_kot
Link Komentarze (5) »
środa, 24 czerwca 2009
Gdy przebiegnie czarny kot...

No tak, zaczęły się wakacje, a ja nie opisałem swojego szkolnego sukcesu. Otóż Młodsza Współlokatorka zajęła drugie miejsce w konkursie z angielskiego! Pewnie zastanawiacie się, czy to na pewno mój sukces. Oczywiście, że mój! A było to tak...

Młodsza Współlokatorka została wytypowana do wzięcia udziału w konkursie. Przeszła jeden etap, drugi i dostała się do finału. I zległa. W sensie chorobowym. Zbliża się ostateczny konkurs, a ta biedulinka kicha, kaszle i przewraca oczami. Ale że to ambitne dziecię, stwierdziła, że idzie! Troskliwa Współlokatorka nieśmiało próbowała odwieść ją od tego pomysłu, mówiąc, że z taką chrypą nie wykrztusi słowa - ale wiecie, jak to jest z nastolatkami. Uparła się.

W końcu Współlokatorka uznała:

- Idź dziecię reprezentować nasz szlachetny ród! A że choroba może osłabić twe wrodzone i odziedziczone po rodzicach zdolności, potrzebna jest ci pomoc nadprzyrodzona. Czarny kot musi ci przebiec drogę. Na szczęście.

Siedziałem oszołomiony tą przemową (i wciąż nieco zaspany), nie wiedząc dokładnie, czego się po mnie spodziewają, aż tu nagle czuję, jak Współlokatorka bierze mnie pod paszki i „przebiega” mną drogę przed Młodszą Współlokatorką! Przebierałem łapkami, ale byłem w szoku. Znów usiadłem oszołomiony, a one się chichrały!

Dziecię poszło i wróciło. Jak już zdradziłem, szczęśliwa Młodsza Współlokatorka oznajmiła, że zajęła drugie miejsce. Szczęśliwa matka ją wyściskała. A potem popatrzyły na mnie. I usłyszałem:

- Dzięki, kot!

Uśmiechnąłem się w duszy.

- Następnym razem trzeba będzie przebiec Karmelem drogę siedem razy. Będzie pierwsze miejsce.

No ja nie wiem, czy to nie powinno być traktowane w kategoriach nieuczciwego dopingu!

14:28, karmelek_kot
Link Komentarze (7) »
środa, 20 maja 2009
Nie wszystko złoto...
To ja jeszcze pociągnę temat kulinarny... 

Od czasu gdy jestem sam, Współlokatorzy wydają na mnie więcej swoich zasobów pieniężnych niż wcześniej. Stwierdzili, że skoro mają tylko jednego synka (?!?), to mogą go rozpieszczać. Cóż, podoba mi się takie podejście do sprawy.

Współlokatorka więc za każdym razem gdy jest w okolicach wypaśnego sklepu ze zwierzęcym żarciem, przynosi jakieś zdobycze. Nie narzekam. Do tej pory jej się udawało. A dziś...

Rano jak zwykle zaprowadziłem ją do kuchni (swoją drogą już mogłaby się nauczyć sama tam trafiać, prawda?) i pokazałem na pustą miskę. Pojęła w lot i sięgnęła do szafki. I przemówiła w te słowa:

- Karmelku, dziś dostaniesz najdroższą w swej karierze puszeczkę. Co ty na to?

- ...

- Niech sprawdzę... tak... wątróbka gęsia w ziołach.

I fruu, wrzuciła zawartość do miseczki. Popatrzyłem na nią, na miskę, powąchałem i sobie myślę: „Mam nadzieję, że wiesz, kobieto, co robisz". I wziąłem się za konsumpcję.

Niestety, po wylizaniu miski przypomniało mi się, że chyba nie lubię wątróbki. Albo gęsi. A może ziół? I co? Zamiauczałem, przywołałem ją i ostentacyjnie pozbyłem się treści z mego wnętrza. Całej treści.

A teraz się martwię, że znowu będzie mi kupować jakieś śmieciowe żarcie. Buuu...

11:22, karmelek_kot
Link Komentarze (6) »
środa, 13 maja 2009
Kto rano wstaje...temu śniadanie
Nie lubię, jak mi się Współlokatorzy gdzieś rozjeżdżają, ale trzeba przyznać, że ma to swoje dobre strony.

Pewnego dnia Współlokatorka zwlekła się z łóżka o 5 rano. Nie jest to normalne, więc nieco zbystrzałem. Pobiegłem za nią do kuchni i zacząłem dopominać się o śniadanie.

- Karmel, pogięło cię? Jest piąta!!!
- Meou.
- Pewnie jeszcze kolacji nie strawiłeś.
- Mrrr...
- No może masz rację. Jeśli ja ci nie dam jeść, to już nikt nie da.

Z radością poocierałem się o nogi, ręce, co tylko tam miała. Najadłem się i poszedłem spać. Nawet nie zauważyłem, że wyszła.

O 7.30 Młodsza Współlokatorka poszła do kuchni popatrzyła na mnie, na miskę - w tym czasie zrobiłem wygłodniałą minę - znowu na mnie i wrzuciła mi chrupki do miski. Ha! Udało się! Rzuciłem się na suche żarcie.

Cały dzień tak dobrze mi szło udawanie wygłodniałego kocurka, że po południu z przyzwyczajenia zacząłem osuwać się po ścianach i znów poprowadziłem Młodszą Współlokatorkę do kuchni. Zamiauczałem od serca. Ale ta bestia nabrała podejrzeń. Wzięła telefon i zadzwoniła do Współlokatorki.

- Rano dałam kotu chrupki, ale on chce jeszcze.
- ...
- No ale jak mam mu odmówić?
- ...
- Ale przecież on mdleje z głodu!

Na te słowa zamiauczałem tak przeraźliwie, że było mnie słychać we Wrocławiu. I co? I dostałem drugą porcję chrupek!

Wiecie, gdy nie ma Współlokatorki, to koty harcują. :)
23:27, karmelek_kot
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 kwietnia 2009
Taki jestem... A co?

http://karmelkot.blox.pl/resource/taki_jestem_a_co.JPG

http://karmelkot.blox.pl/resource/taki_jestem_a_co_II.JPG

http://karmelkot.blox.pl/resource/taki_jestem_a_co_III.JPG

http://karmelkot.blox.pl/resource/taki_jestem_a_co_IV.JPG

Myślę, że komentarz do tych zdjęć jest zbędny. Powiem tylko, że pozowałem w kuchni, gdzie ostatnio słoneczko pięknie mnie rozleniwia. Tak bardzo rozleniwia, że to całe pozowanie w końcu mnie zmęczyło i rozdrażniło, co skwitowałem odpowiednią miną na ostatnim zdjęciu. Więcej zdjęć Współlokator nie śmiał mi już zrobić. Porządek musi być, prawda?

22:21, karmelek_kot
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 kwietnia 2009
Pierwszy siwy włos na mojej skroni
No dobrze, nie pierwszy i nie na skroni, ale siwy!!! A właściwie - siwe!!! Zauważyłem trzy siwe włoski pod noskiem, dwa na czółku i po kilka rozsianych po całym futerku. I te cholerne siwe, długie włosy wychodzące z uszu! Bogowie, bogowie, ja się starzeję! I co teraz ze mną będzie? Już nikt mnie nie będzie kochał. Chlip, chlip...

Choć jak tak patrzę, to Ridż też jest siwy, a laski się o niego biją. Współlokatorka zaś twierdzi, że Sean Connery momentalnie wyprzystojniał, gdy wszedł w wiek zdecydowanie średni. I choć zwykle jej nie wierzę, tym razem coś mi podpowiada, żebym jednak jej zaufał.

Kociczki, uważajcie, nadchodzi sir Carmel of Lodzville!
22:10, karmelek_kot
Link Komentarze (6) »
czwartek, 26 marca 2009
Kot marnotrawny

Już prawie miałem otwierać szampana, już miałem odpalać fajerwerki, już chciałem zapraszać gości na imprezę z okazji tego, że od trzech miesięcy jestem obrażony na Współlokatorów, a tu... kupa. Wszystko, wszystko zmarnotrawiła Współlokatorka! Nie, niczym mnie nie przekupiła. Hm... próbowała, ale się nie dawałem. To znaczy, jeśli przekupywała mnie czymś dobrym, to zjadałem, ale byłem nieprzekupny. Traktowałem to po prostu jako wyraz wdzięczności za przebywanie z nimi pod jednym dachem. Niech się cieszy, że nie doniosłem na nią do CBA! Ha!

Ale od początku...

Dawno, dawno temu Współlokatorka pracowała przy biurku komputerowym, gdzie zawsze siedziałem jej na kolanach i opierałem łepek na jej lewej ręce. Tak mnie kochała, że mnie nie zrzucała, a nawet nauczyła się obsługiwać prawą ręką niemal wszystkie litery na klawiaturze, oprócz a, s, w, z (te dosięgała lewą ręką). A potem co? Potem kupiła sobie laptopa i wędrowała z nim po mieszkaniu. A ja z nią. Czasem wciskałem się na kolana między nią a sprzęt. Trochę było ciasno, ale wciągałem brzuszek i dawaliśmy radę. No a później się obraziłem. Wabiła, kusiła, a ja nic.

I by było tak do tej pory, gdyby nie ten cholerny kręgosłup! Nie martwicie się, nie mój. Jej. Stwierdziła (a właściwie ból ją zmusił do takich przemyśleń), że siedzenie po turecku przy laptopie po kilka godzin dziennie raczej nie sprzyja poprawnej postawie i przeniosła się do normalnego biurka komputerowego.

I tu nastąpiła moja totalna porażka!!!

Gdy zobaczyłem, jak tam siedzi, gdy przypomniały mi się piękne chwile spędzone na jej kolanach na kręcącym się fotelu, NATYCHMIAST wskoczyłem do niej ku obopólnemu zdziwieniu. Udałem, że nic się nie stało, położyłem łepek na lewej ręce, a ona znów musiała się nauczyć obsługi klawiatury prawą ręką. I tak jest już od kilku dni. Właściwie to moje przychodzenie do Współlokatorów zaczęło się rozprzestrzeniać też na inne miejsca.

Ech... Wszystko zmarnotrawiła! Cały mój plan obrażania się! Wszyściutko.

11:18, karmelek_kot
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 16 marca 2009
Rozmowy bardzo kontrolowane

Jak wiecie, jestem obrażony. Kiedyś przybiegałem na każde zawołanie i sadowiłem się na kolanach. Teraz zwykle poleguję na pralce, ewentualnie niemal owijam się dookoła rury w przedpokoju. Aha! Ostatnio znalazłem świetne miejsce w kuchni - na kuchence mikrofalowej. Coś mi tam mówią, że mi mózg i futerko wypali, ale wcale ich nie słucham. Im na złość sobie coś wypalę!

Teraz nawet jak zawołają w taki sposób, jakby mieli coś dobrego pod ręką, nie daję się nabrać. Póki nie usłyszę wsypywanych chrupek albo zapachu mokrego żarcia, nie dam się zwabić na ten ich syreni śpiew. Co to ja pies jestem? Przychodzę, kiedy chcę.

I tak pewnego razu przyszedłem do pokoju, usiadłem przed tapczanem i patrzę w oczy Współlokatorki. Aż się wzruszyła, biedaczka. I mówi:

- Wskakuj, Karmel.

- Miau?

- No chodź!

- Eeuu!

- Karmeeeelku - wybłagała.

- ...

- Księciu, no, dajesz.

- Mrrr... - to mi się podobało.

- Karmel, nie bądź taki, wskakuj.

- Meeu...

- Synu! Chodź do mnie.

- ?!? - choroba, o czymś nie wiem?!?

- Kocie, no... hop...

- Phh...

I tak sobie gawędziliśmy. Wreszcie się wściekła:

- Wiesz co, Karmel? Ugryź ty się w gwiazdkę!

Ho, ho. W gwiazdkę! Niezorientowanym powiem, że koty nie noszą majtek i widać ich otworek dupkowy, który wygląda jak gwiazdka. Czyli już wiecie, co mi powiedziała...

A kiedy wypluła już ten wulgaryzm, odwróciła się do młodszej Współlokatorki, by pouskarżać się na swój los. Wtedy ja szybko wskoczyłem jej na kolana, żeby przypadkiem nie pomyślała, że dostałem skurczu w łapce i tylko dlatego nie mogłem do niej przyjść. A następnie szybko zeskoczyłem, żeby z kolei nie pomyślała, że przyszedłem do niej na kolana. Hłe, hłe, hłe...

Odwróciłem się gwiazdką i wolnym kroczkiem oddaliłem się w stronę zachodzącego słońca...

21:05, karmelek_kot
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6