RSS
czwartek, 04 września 2008
ja, ja, ja....Ka, ka, ka, Karmelek

Siedzimy sobie w domu, jest wieczór, pani Trampa szykuje się do wyjścia z Trampem, aż tu nagle dzwonek do drzwi. Hm... zdziwko nas złapało, ale pan Trampa dzielnie poszedł otworzyć. A na progu sąsiadka z piętra poniżej. Trzyma coś w ręku i coś tam mówi o jakichś szczątkach po gotowaniu, jakieś nóżki, czy coś. Nie wiem - nie znam się. Nie ja gotuję w tym domu, tak? I powiada, że dla pieska, że może zechce i że przeprasza za śmiałość. A zaaapaaaach się rozchoooodzi... W łebku mi się kręęęęęci...

Pani podziękowano serdecznie i... nastąpiła konsternacja. Pani sąsiadka do najmilszych nie należy. Raczej jest z tych, co to się wszystkiego i wszystkich czepia. A tu nagle taka zmiana - przychodzi i przynosi żarcie dla psa.

- Myślisz, że to Liwia? - zapytał pan Trampa (pan i pani Trampa oglądają teraz serial „Ja Klaudiusz" i Liwia to taka babeczka, co wytruła pół swojej rodziny - nie patrzyła, czy to syn, czy wnuk, czy mąż - truła jak podleciało).

- Eee, chyba by się nie odważyła.

- No, ale dlaczego przyniosła żarcie?

- Kurcze, może masz rację. Jak Tramp tak łazi po domu i stuka pazurami, to sama mam ochotę go otruć. Więc może ją to też wkurza?

- To co robimy? Dajemy mu?

- Wiem! Ja teraz idę z Trampem na spacer, a żarcie zostawimy na stole. Jeśli Karmelek poczęstuje się, to znaczy, że nie jest zatrute.

Tu muszę wspomnieć, że kiedyś próbowałem uratować życie pani Trampa, gdy ta poczęstowała mnie wędzonym łososiem. Mówiłem jej: nie jedz, to nie jest świeże. I nie tknąłem tego łososia! A pani Trampa co? Nie posłuchała i zjadła. I jeszcze tego samego dnia zarządziła okupację kibelka. Ale od tamtej pory darzy wielkim respektem moje umiejętności.

Gdy usłyszałem te słowa, zrobiło mi się całkiem miło. Ale doprawdy nie musiała dorzucać:

- A jak zacznie przeginać z jedzeniem i zje wszystko, to wywołaj u niego wymioty - i się zaśmiała. To nie było miłe!

Pani Trampa wyszła z Trampkiem, a ja pobiegłem do kuchni. Poczęstowałem się, a i owszem. Nawet bardzo się poczęstowałem. Nie było zatrute. Ale nie dałem rady zjeść wszystkiego. Starałem się, ale się nie dało!

Tramp wrócił i rzucił się na jedzenie. A ja krążyłem i miauczałem, żeby go odstraszyć. Przecież mogło zostać dla mnie na później! W końcu przywołałem pana Trampa i mu namiauczałem do słuchu. A on tylko powiedział:

- Karmel, nie pomogę ci zabić Trampa. Sorry...

Chorobcia, czyta mi w myślach...

23:01, karmelek_kot
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Wielka przykrość
Chyba Wam nie mówiłem, jak wygląda u mnie rytuał pójścia spać. Może najpierw zacznę od tego, że nie jestem zwierzęciem nocnym. W nocy śpię. W dzień właściwie też śpię, ale w nocy trochę bardziej.

Rytuał zawsze wygląda tak: pani Trampa mówi do pana Trampa, żeby ten rozłożył łóżko do spania. Pan Trampa wdzięczy się, pieści i mówi, że nie umie, że pani Trampa zrobi to lepiej i tak dalej. Pani Trampa, chcąc nie chcąc, rozkłada tapczan, rozkłada prześcieradło, układa poduszki, kołdry i... układa kocyk w nogach pana Trampa. Dla mnie - Króla Stworzenia. Kocyk jest brązowy w kratkę, musi być równo złożony i wtedy ja od razu wskakuję i układam się do snu. Pan Trampa umie tak spać, że mnie nie zrzuca. Czasem tylko przydusi mnie nogą w nocy. Ale mu wybaczam. No chyba, że przydusi zbyt mocno - wtedy gryzę oprawcę. Ale to zdarza się bardzo rzadko.

I wyobraźcie sobie, co się stało wczoraj! Pani Trampa w swej łaskawości poszła zrobić kolację. Kroiła ser żółty, który był bardzo miękki i wyginał się na wszystkie strony. Tak się wyginał, że pani Trampa dziabnęła się nożem w palec.

I tu znów mała dygresja... Gdy pani Trampa zobaczy ranę czy krew, robi jej się słabo. W drastycznych przypadkach mdleje. Choć zazwyczaj tylko robi się blada, kolanka jej się uginają i ogólnie chce jej się... przepraszam, że to powiem... chce jej się rzygać. Więc gdy następuje skaleczenie przekraczające rozmiarami skaleczenie kartką - w domu jest tragedia. I tak było w tym przypadku. Przy czym ta tragedia dotknęła również mnie.

Skoro pani Trampa była dziabnięta w palec, pan Trampa zrobił jej wielgaśny opatrunek (chyba tylko po to, żeby nie mogła patrzeć na ranę). A skoro była ranna, pan Trampa spiął się w sobie i oświadczył, że zrobi łóżko. Rozłożył tapczan, rozłożył prześcieradło, ułożył poduszki, kołdry i... och, trudno mi o tym pisać... i NIE położył kocyka. Kocyk leżał na podłodze pod telewizorem.

Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Czy nikt mnie nie kocha? Czy zostałem strącony z tronu? Czy śmierdzi mi z pyszczka? Byłem skonfundowany...

I jak myślicie, co zrobiłem? Nie, nie nasikałem im do butów. Nie podrapałem im tapczanu. Nie użalałem się nad swym nieszczęsnym losem, choć miałem takie prawo... Położyłem się na kocyku pod telewizorem i patrzyłem. I patrzyłem. I nie wiem, jak długo to trwało. Wiem, że bardzo mi się dłużyło. W końcu pani Trampa zauważyła tę niesprawiedliwość, gdy wpatrywałem się w nią smutnym wzrokiem. Z kocyka.

Ona też się oburzyła. Powiedziała: Zobacz, mężu, co narobiłeś! Spójrz na Karmelka.

On spojrzał na mnie, a ja na niego. Zerwał się od komputera i przeniósł mnie z kocykiem na tapczan.

Ale co się nacierpiałem, to moje.

22:11, karmelek_kot
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 sierpnia 2008
Ja, Tester...

Pani Trampa znalazła na pewnym blogasku przepis na muffinki z nutellą. Podeszła do tego profesjonalnie i nawet zakupiła specjalne foremki na tę okazję. Upiekła... i chyba zapomniała, że uwielbiam jej ciasta. No dobra... uwielbiam wszystkie ciasta...

Muffinki stały na blacie w kuchni, stygły i wołały: „Karmelkuuuu, Karmelkuuuu, sprawdź, czy nie jesteśmy zatrute". Kimże ja jestem, żeby dyskutować z muffinkami! Wskoczyłem do nich. Nie będę opisywał, co tam się działo. Powiem tylko, że to bardzo duży błąd z ich strony zostawiać ciasteczka w kuchni bez opieki na całą godzinę.

Muffinek było sześć - sprawdziłem tylko cztery, bo więcej w brzuszku mi się nie zmieściło. To znaczy, nie zżarłem całych czterech muffinek, a jedynie cały wierzch z czterech ciasteczek. :)

Muszą być dobre również dla ludzkiego podniebienia, bo powiedzieli, że nie brzydzą się jeść po mnie. Hłe, hłe, hłe...

18:46, karmelek_kot
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 sierpnia 2008
A ja znowu o jedzeniu...

Pani Trampa przygotowywała coś na obiad. Oczywiście, odmeldowałem się w kuchni licząc na jakieś okrawki mięska czy czegoś takiego. Z podłogi za dużo nie widziałem, więc wskoczyłem na bufet. A pani Trampa mówi do mnie:

- Karmel, nie ma tu nic dla ciebie!

Dla niezorientowanych wyjaśnię, że ludzkie słowa „nie ma tu nic dla ciebie" oznaczają w kocim języku „mam tu same pyszności, chodź, chodź".

No więc podszedłem bliżej. Ona znowu „nie ma tu nic dla ciebie". Dlatego podszedłem jeszcze bliżej. Z drżeniem i niecierpliwością zaglądam jej przez ramię, zachęcony tymi słowami, a tam co?!? Surowa włoszczyzna!!!

Jak mogła mnie tak oszukać. Nie ma w ludziach przyzwoitości! Obraziłem się śmiertelnie i przez kilka godzin się nie odzywałem. Odobraziłem się, gdy rosołek był już gotowy.

17:35, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 lipca 2008
Kalafiorek

Jakiś czas temu pan Trampa i młodsza pani Trampa pojechali sobie na koncert. Wspominałem, że z powodów kulinarnych lubię być sam z panią Trampa, prawda? Liczyłem więc na bób albo fasolkę. Ale się nie doczekałem... Pani Trampa, podśpiewując z radości pod nosem, przyniosła kalafiora. Podczas gotowanie trochę cuchnęło, ale to mnie nie zniechęcało.

Gdy pani Trampa niosła talerz do pokoju, ja już czekałem. Wprawdzie tłumaczyła mi, że koty kalafiorów nie jedzą (pewnie chciała sama go pochłonąć), ale nie dawałem się zbyć. Czekałem, czy jej spadnie z widelca. Nic. Czekałem, czy się popluje. Nic. Ocierałem się o rękę, żeby wytrącić jej tego zakazanego kalafiora i samemu się przekonać, czy jest taki dobry. I udało się!

Kalafiorek pacnął na podłogę, ja pacnąłem obok kalafiorka i kalafiorek zniknął. :-)

No proszę Państwa! Pychotka!

Pani Trampa nadal jest zdumiona tym, że mamy podobne podniebienia. Powiedziała nawet, że jeśli zjem też szpinak, to mnie usynowi. ;-)

Strzeżcie się niewdzięcznicy! Ty, młodsza pani Trampa i Ty, panie Trampa!

20:53, karmelek_kot
Link Komentarze (2) »
środa, 02 lipca 2008
Kariera Nikodema S.

http://karmelkot.blox.pl/resource/nikodem.jpgCoś podejrzewałem. Po odejściu Bekusia mogłem wchodzić po pokoju młodszej pani Trampa bez problemu. Aż tu nagle mi zakazano. Prosiłem, błagałem, wydrapywałem tapetę przy drzwiach i nic. Szlaban. I wreszcie się wydało! Chcieli to przede mną ukryć, ale jestem sprytny i wdarłem się tam podstępem. Otóż jesteśmy właścicielami chomika! Nikodema! Długowłosego. Hm...

Ale są dwa plusy:

- nawet nie macie pojęcia, jak skuteczne na wymioty jest sianko. Zjada się ze trzy kęsy i wystarcza na zarzyganie CAŁEGO mieszkania. Sprawdziłem kilka razy - niezawodne!

- bardziej podoba mi się opcja „zwierzątko w Karmelku" niż „Karmelek w zwierzątku" (patrz pomysł z wężem!). Żebym tylko miał szansę częściej go odwiedzać...

22:39, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 czerwca 2008
Lato, lato wszędzie...

Jak ja lubię lato. Nie chodzi o to, że wygrzewam się na słoneczku na balkonie. Nie, nie. Mam zakaz wychodzenia na balkon po tym, jak kilkakrotnie wyszedłem... Bo od razu wskoczyłem na parapet i udałem się w nieznanym kierunku. Tak, wiem, parapetem można iść tylko w jedną stronę, a później wraca się tą samą drogą. Inaczej się nie da. No ale cóż... ja się zgubiłem. Pobiegłem parapetem w kierunku jakiegoś balkonu. Spieszyłem się, bo słyszałem już za mną krzyki: „Karmel! Wracaj!". I te krzyki były coraz cichsze i cichsze... Aż przestałem je słyszeć. I wtedy właśnie zatęskniłem za domem, ale nie wiedziałem, gdzie jest mój balkon. Och, to było straszne... Płakałem, płakałem, ale nikt mnie nie słyszał. A że była to noc, toteż nikt mnie nie widział (czarny kot w czarną noc raczej nie rzuca się w oczy).

Kiedy nastał ranek jakaś baba próbowała mnie wziąć na ręce. He, he, nie ze mną te numery! Nie dałem się. Prychałem i drapałem - co mi się będzie spoufalać! Potem chciała mnie przekupić... mleczkiem. Buhahaha... od kiedy to koty lubią mleko?!? A potem pojawił się ON. Wpadł na ten obcy balkon, a ja wpadłem mu w ramiona. Na wszelki wypadek wbiłem pazurki tak mocno i nie puszczałem. Dopiero pani Trampa w domu po kolei wyciągała je z pleców pana Trampa.

Sytuacja powtarzała się kilka razy (zmieniały się szczegóły, nie zmieniało się to, że zawsze się gubiłem). Najgorzej było latem - gorąco, a balkon zamknięty. Aż wreszcie z mojego powodu wymienili okna, żeby można było je otwierać uchylnie. Ma się wpływ na rodzinę, prawda? ;-)

Ale wracając do tego, dlaczego lubię lato. Rozpoczął się sezon na BÓB! Jupiii! Problem w tym, że tylko ja, Tramp i pani Trampa lubimy bób. Reszta wybrzydza.

Ale dzisiaj pan Trampa zapowiedział, że wróci później, młodsza pani Trampa wyszła z koleżankami na dwór i żywiła się chyba korzonkami... W każdym razie zrobiliśmy sobie ucztę. Tylko ja, bób i pani Trampa (Trampek spał i nie chcieliśmy mu przeszkadzać).

Kocham takie życie. :-)

23:40, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 czerwca 2008
Odyseja ptasia 2008

Pani Trampa podjęła akcję przeciw wróbliskom. Trochę się kryguje:

- Nie to, żebym miała coś przeciwko okolicznościom przyrody. Ale one włażą pod balkon, wydziobują dziury w styropianie... I niech tam na przykład zasłabną, i zejdą, to będziemy mieli trupy po sąsiedzku. A jak tych trupów tam zbierze się więcej, to pewnego dnia spadną nam na głowę i my zejdziemy ze strachu.

Walka z wróbliskami wygląda następująco: pani Trampa siedzi na tapczanie i stuka w klawiaturę, strzyże uszami, looka w okno, rzuca laptopa na ławę i biegnie na balkon pomajtać firanką. I tak co dziesięć minut. Mówię Wam, jest na co popatrzeć.

A ja co? Ja się z niej śmieję i nie ruszam dupci z kocyka. Czasem tylko zew się we mnie odezwie i mnie podrywa do góry, ale jestem twardy. ANI RAZU jej nie pomogłem. Hłe, hłe, hłe... Mogła się wcześniej ze mnie nie śmiać.

A tak przy okazji... wróbliska zrobiły sobie burd... ehm... barierkę publiczną u nas na balkonie. Siada delikwentka, drze dzioba proponując swe usługi i przylatuje klient. Wskakuje na nią i... Niestety, nie wiem, co dalej, bo w tym momencie pani Trampa jest już przy balkonie i wali w szybę.

23:25, karmelek_kot
Link Komentarze (1) »
środa, 04 czerwca 2008
Ja wiedziałem, że tak będzie...

Przecież ostrzegałem, wskazywałem na niebezpieczeństwo. I to nie raz, i nie dwa. Kilka razy dziennie. Wskakiwałem na parapet i wołałem:

- Uwaga, uwaga, zbliżają się potwory! Robią sobie tutaj melinę! Zróbcie coś z tym!

A oni co? Oczywiście nic. Tylko śmiali się, że niby szczekam. A ja przecież prychałem.

Cały ciężar odpowiedzialności spadł na moje wątłe ramionka. Prychałem, ile sił w płucach. Waliłem łapkami o szybę. Ale potwory już się rozpasały i nic sobie nie robiły z moich działań. No i się stało...

Te wredne wróbliska zrobiły sobie gniazdo w szparce nad naszym balkonem. I ćwierkają cały czas. I chyba się młodych wróblisków doczekały.

A dlaczego mówię, że to potwory? A dlatego, moi drodzy, że miłe ptaszątka nie dałyby rady tak zasrać nam balkonu. O!

00:28, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 maja 2008
Skoro może być człowiek-pająk…

Troszkę mnie nie było. Cóż, mam swoje problemy...

Najpierw przyjechała nowa pralka. No, bogowie! Już przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie kupują telefon, by robić zdjęcia, czy aparat fotograficzny, by kręcić filmy. No ale żeby pralka wygrywała melodyjki?!? Do czego to doszło! Jest już u nas od paru tygodni, ale za każdym razem, gdy jest włączona, staję się bardzo czujny i szorując brzuszkiem po podłodze zbliżam się do niej, by wywąchać, czy nie zacznie przypadkiem tańczyć. Jeszcze nie tańczy, ale kto wie?

A czy poprzednia była zła? Pani Trampa wściekała się, że przecieka. Wielkie mi halo! Niech się cieszy, że nie pierze w balii na tarce. Phi... Ludzka wygoda nie zna granic.

To był jeden problem, a drugi... Ech, aż boję się powiedzieć. Wszyscy w domu (oczywiście oprócz mnie i Trampa) zapałali nagłą chęcią zaadoptowania jakiegoś gada. Nie żartuję. Wspominali o jaszczurce albo wężu. Przepraszam bardzo, czy tylko mnie do głowy przyszło, że taki wąż może mnie połknąć? I strawić? Czyli zabić? Buuu...

Dlatego postanowiłem jakoś im się podlizać i zacząłem udawać... Ehm...

Proszę Państwa, oto przed Wami kot-wąż:

http://karmelkot.blox.pl/resource/kot_waz2.jpg http://karmelkot.blox.pl/resource/kot_waz3.jpg

 

 

 

 

 

 

22:38, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7