RSS
niedziela, 04 maja 2008
A jak Azor

http://karmelkot.blox.pl/resource/karmel.jpg

Ostatnio zauważyłem pewną prawidłowość w nadawaniu imion dzieciom. Nastąpił wysyp wszelkich Stasiów, Jasiów, Franków, Zoś i Maryś. Taka niby oryginalność. Choć trudno o oryginalność, gdy co drugi młodzian to Jaś. Hm... taki powrót do przeszłości...

I zastanawiam się, kiedy powróci moda na Reksie, Burki i Azorki.

He, he... Trampek jako Burek, he, he...

A propos zwierzęcych imion...

Młodsza pani Trampa miała wymyślić na język polski jakąś legendę. A że dziecko ma bujną wyobraźnię, szybko jej to szło. W pewnej chwili jednak zapytała:

- Czy istnieje jakieś końskie imię?

- Ale takie typowo końskie? - zapytała pani Trampa.

- No końskie-końskie.

- Hm... może Kary?

- CO? KARY? - odrzekła z oburzeniem. - A nie może być Sławek?

No rozwaliła mnie! Dobrze, że to nie ona nadawała mi imię, bo bym skończył jako Stefan.

22:53, karmelek_kot
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 kwietnia 2008
Nareszcie usłyszałem miłe słowo...

A było to tak...

Rano, o godz. 5.45 (sic!), usłyszałem budzik pani Trampa. Hm... ona nigdy nie wstaje tak wcześnie, chyba, że ktoś gdzieś wyjeżdża. Wstałem z kocyka, żeby sprawdzić, co się dzieje. Ledwo dowlokłem się do kuchni, taki byłem śpiący. Siedziałem na podłodze i nawet nie wskoczyłem na bufet, żeby popatrzeć, jak robi kanapki.

W tym czasie wstała młodsza pani Trampa i poszła do łazienki. Za chwilę przerażona powiedziała, że nie ma światła (przerażenie wzięło się stąd, że magiczne lampeczki czy inny transformator z kibelka odmówiły posłuszeństwa i od kilku dni królewskie czynności odbywamy po ciemku; spłoszyła się, biedulka, że te ciemności pochłaniają pomieszczenie po pomieszczeniu). Pani Trampa wzięła żarówkę i drabinę (było przed szóstą rano!!!) i uczyniła światłość w łazience.

A potem przypomniało jej się, że zostawiła WĘDLINĘ na bufecie. Coś jakby się rozbudziła i wpadła do kuchni. Rzuciła okiem, a ja nadal zamyślony siedziałem na podłodze. I wtedy padły te miłe memu uchu słowa: „Dzięki, kot".

Byłem dumny, że nie dowaliłem jej z rana. Choć tak po prawdzie, gdyby młodsza pani Trampa jechała na wycieczkę o jakiejś bardziej ludzkiej/kociej porze, to nie wiem, czy bym się nie skusił.

00:09, karmelek_kot
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 kwietnia 2008
Szklanka do połowy pełna?

Ogłaszam, że wczoraj byłem prześladowany za swój światopogląd! Tak, tak... Taka niby tolerancyjna pani Trampa, a prześladowała mnie werbalnie. Ale od początku...

Chyba się jeszcze nie chwaliłem, że udało mi się wytresować ją do tego stopnia, że po moich miauknięciach rozpoznaje moje podstawowe potrzeby. Po barwie mego głosu nauczyła się rozpoznawać moje komendy:

- zmienić piaseczek

- dać pić

- dać jeść (choć nie zawsze na to reaguje, mówiąc, że niby już jestem najedzony. Hm... muszę trochę jeszcze nad nią popracować). Rozumiecie - trzeba wydawać proste polecenia, bez jakichś tam uprzejmości czy zbędnych przymiotników.

I wczoraj miauczałem nad miską Trampa. Chciało mi się pić. Po chwili przybiegła pani Trampa. Spojrzała na miskę i powiedziała:

- Ty histeryku, miska jest do połowy pełna!

Taaaaa... Może dla niej była do połowy pełna. Dla mnie była do połowy pusta. Do połowy PUSTA. A ona do mnie „histeryku"!

Ale tak rozpaczliwie miauczałem, że dolała mi wody.

I co? Korona z głowy spadła? Było mnie obrażać?

20:33, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2008
Sadysta?

dentysta - sadysta? nie

Dzisiaj pani Trampa wróciła od dentysty i jak zwykle opowiadała, jak dobrze się bawiła. Hm... ja nie żartuję i nie ironizuję. Ona naprawdę wraca od dentysty i jest w świetnym humorze. No chyba, że ją ząb boli i zaczyna chodzić po ścianie. Ale nawet wtedy nie wiesza psów (bogowie, jakich psów?!?) na swoim dentyście.

Kiedy dziś usłyszałem opowieść pani Trampa, od razu polubiłem pana dentystę. Bardzo!

Otóż asystentka pana dentysty wspomniała, że musi dać jakiś zastrzyk swojemu kotu. Martwiła się tylko, czy da radę mu go zrobić, bo nieczęsto robi zastrzyki, kot się wyrywa i ostatnio całe lekarstwo poszło w sierść.

- Pani Aniu*, niech pani weźmie sól fizjologiczną, kilka igieł, kilka strzykawek...

- Dobra.

- ... i niech pani poćwiczy.

- Na kocie?

- Żeby kotu krzywdę zrobić?!? No co pani! Niech pani poćwiczy na panu Marcinie.**

No kurczę, już lubię tego faceta.

-----

* Wszystkie imiona zmienione. Ale sławą mogę się podzielić z bohaterami. :-)

** Narzeczony pani Ani.

23:46, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 marca 2008
Wiele hałasu o nic

Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego Trampek tak bardzo szaleje, gdy wie, że idzie na spacer. Skacze, piszczy, ledwo uda mu się zapiąć smycz. Widocznie jest w tym coś rewelacyjnego.

Postanowiłem zbadać sprawę na własną łapę.

Czaiłem się przez kilka dni, aż wreszcie udało mi się wymknąć, gdy pani Trampa otworzyła komuś drzwi. Stanąłem na klatce schodowej i nie wiedziałem, co dalej. Zobaczyłem jakieś schody. Więc hyc, hyc, hyc zeskoczyłem po nich i zobaczyłem zakręt. Wiedząc, że często przygoda czeka tuż za rogiem, skręciłem. Hm... znów schody. Hyc, hyc, hyc... Nie poddawałem się. A tu znów zakręt. Niezła to musi być przygoda, skoro to już drugi zakręt - pomyślałem. Więc skręciłem. I znów schody. Hyc, hyc, hyc... Zakręt... Hyc, hyc, hyc... Zakręt. Trochę to nudne. Hyc, hyc, hyc... Zakręt...

Pomyślałem, że cały ten spacer jest średnio ekscytujący, więc przysiadłem na półpiętrze i dałem się złapać pani Trampa. Wtuliłem się w nią pazurkami i wymruczałem, że gardzę spacerami. Niech sobie Tramp chodzi po tych schodach, skoro go to podnieca. Phi...

23:05, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 marca 2008
On i ja

Ojojoj! Przesadziłem...

Święta świętami, a przecież żołądek ma swoją pojemność... Pan Trampa był tak miły, że zachorował na święta i w związku z tym cały czas leżał pod kołderką. Dzięki temu ja również mogłem sobie odpocząć, nie martwiąc się o to, gdzie sobie zorganizować legowisko. Bo wszędzie dobrze, ale w nogach pana Trampa najlepiej. Wiecie, że on jest tak miły, że nawet kładzie mi kocyk na noc, żebym sobie kostek nie poobijał na twardym tapczanie? Żebym nie cierpiał jak ta biedna księżniczka, co ją torturowali na ziarnku grochu.

No ale wracając do świąt... Pan Trampa chorował i kasłał, choć najgorsze było kichanie. Niektórzy potrafią kichnąć jakoś tak w sobie, ale on oczywiście jest wyjątkowy i kicha klasycznie i dosłownie: „PSIIIIIIIIIKKKK”. Troszkę to straszne. I trochę się zrobiłem nerwowy. No ale coś za coś – całe dnie w łóżku z panem Trampa za chwile grozy.

Ale nie chciałem mówić o skołatanych nerwach... Pani Trampa raczyła otworzyć puszkę z kukurydzą. Dla mnie. Na zajączka. Czy jakoś tak... A może pod jajeczko? W każdym razie puszka zgrzytnęła i usłyszałem wsypywaną kukurydzę. Rzuciłem się do miski, gdy znów usłyszałem dźwięk wsypywanej kukurydzy... do miski TRAMPA! No nie, pomyślałem. Z tego, co ja wiem, to Tramp nie jest jakimś tradycjonalistą, żeby mu robić prezenty świąteczne. Szybciutko zjadłem swoją kukurydzę. I ucieszyłem się, że Tramp jest już trochę przygłuchy i nie słyszał, co się w kuchni święci (tak w nawiązaniu do świąt ;-)). Rzuciłem się na jego miskę. Pani Trampa dopiero po dłuższej chwili zauważyła, że zjadam drugą porcję i mnie przegoniła. No i wówczas... powlokłem się do pokoju... i... bleee... zjednoczyłem się z panem Trampa w bólu... Skoro on cierpiał w chorobie, to chciałem mu pokazać, że ja też jestem cierpiący. Oddałem całą kukurydzę.

Chyba pan Trampa nie zrozumiał, co mu chciałem powiedzieć, bo podczas sprzątania wyzywał mnie od pazernych spaślaków. He, he, he... Nie ja jedyny w tym domu...

23:33, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2008
ADHD czy opętanie?

O bogowie! Ale mnie dzisiaj nosi! Chyba coś we mnie wstąpiło - tak przynajmniej twierdzi pani Trampa. Nie mogę sobie znaleźć miejsca.

Najpierw postanowiłem wejść do szafy. Ale aby to uczynić, musiałem zamknąć drzwi pokojowe. I jak się zamknęły, to właśnie mi się przypomniało, że chyba powinienem iść do kuchni. No ale drzwi były zamknięte. Wściekłem się. Głupie drzwi. W ramach rekompensaty wskoczyłem na telewizor i próbowałem wskoczyć na biblioteczkę. Niestety, pani Trampa zrobiła na mnie sławetne „kszkszksz" i się spłoszyłem.

Spłoszenie spłoszeniem, ale nie ustawałem w poszukiwaniu... czego?... może straconego bezpowrotnie czasu... Wskoczyłem na ławę, zrzucając parę rzeczy. No ale to nie moja wina, że coś tam sobie kładą, prawda? Zeskoczyłem i szybciutko wskoczyłem na rower. He, he, he... gdyby nie trzymali roweru w pokoju, nie miałbym gdzie wskakiwać, prawda? Znów ich wina.

Potem pomyślałem, że wejdę pod narzutę leżącą na tapczanie. Chyba nie muszę mówić, że gdyby jej tam nie kładli... Ewidentnie ich wina! Później szybki skok na biurko komputerowe... parapet... podłoga... Bogowie, bogowie, a od pomysłu z szafą minęły dopiero jakieś dwie minutki.

Czy oni nie wiedzą, że jak dziecko ma ADHD, to należy ograniczać stymulujące je bodźce? Powinni pochować wszystkie ruchome, dyndające rzeczy. I co ja ma teraz zrobić? To wszystko mnie woła: „Karmelku, chodź i pobaw się z nami. Poskacz. Zrzuć nas...".

Aaaaa!!! Niech mnie ktoś uspokoi. Buuuu...

21:44, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2008
Przyłóżcie ręce do monitora...
adin, dwa, tri, czityrie...

Kilka dni temu widziałem w telewizorze program o tym, że ludzie zdzierają skóry z kotów, a potem je sprzedają. Sprzedają je, bo ktoś chce je kupić. Niby prawo rynku. Ale po co ludziom skóry z kotów? Otóż wymyślili sobie, że nasza skóra wyciąga z nich choroby. No świetnie! Nasze życie za ich wyimaginowane zmniejszenie bólu!

Wprawdzie jakiś pan weterynarz tłumaczył, że lecznicze działanie posiada jedynie żywy kot, a nie jego szczątki. Hm... no nie wiedziałem, że jestem uzdrowicielem, nie wiedziałem... Jak, nie przymierzając, Kaszpirowski jakiś. Choć, przyznam, że czasami zdarza mi się usiąść na panu albo pani Trampa w nieco niewygodny dla mnie sposób tylko po to, żeby przytulić się do konkretnej części ich ciała - na przykład, siadam im na ramieniu, albo na ich boczku, uważając, żeby się nie sturlać. A oni dziękują mi, że usiadłem akurat w tym miejscu. Więc może coś w tym jest...

No ale żeby obdzierać Królów Stworzenia ze skóry?!?! A weźcie i na ból gardła przyłóżcie sobie skórę zdartą z laryngologa, a na zapalenie płuc polecam wyprawioną skórkę z pulmonologa, jak złamiecie nogę, posłużcie się szczątkami ortopedy! A jak ząbek zaboli, to idźcie do dentysty... i rozprawcie się z nim. A nadwyżkę skóry sprzedajcie. Ludzie kupią... zamiast pasty do zębów.

Ech... ujawnia się moja sarkastyczna natura... to ze wzburzenia...


00:06, karmelek_kot
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lutego 2008
Jeszcze o Bekusiu...

Nie pisałem wcześniej o Beko, ponieważ miałem do niego stosunek zdecydowanie ambiwalentny. I nasze stosunki były trochę skomplikowane.

Przede wszystkim chyba żaden kot nie jest dumny z tego, że pod jednym dachem mieszka z chomikiem, prawda? Chociaż były chwile, że bardzo go lubiłem. Lubiłem patrzeć, jak siedzi w klateczce i biega w kółku. Albo jak je. Czasami tak bardzo go lubiłem, że próbowałem wyskubać go pazurkiem spomiędzy kratek. Albo uderzałem łapką w klatkę, żeby wyszedł się ze mną pobawić. Niestety, zawsze mnie od niego odpędzano. Między innymi dlatego miałem zakaz wstępu do pokoju młodszej pani Trampa.

Były jednak chwile, których do końca nie rozumiem. Czasami zdarzało się tak, że w pokoju państwa Trampa śmiano się ze mnie, że NIE WIDZĘ. No ale nie wiem, czego nie widziałem, bo przecież nie widziałem. Śmiali się, coś do kogoś (czegoś?) mówili, coś łapali i co chwilę pojawiał się komentarz: „Karmel naprawdę go nie widzi!". Później słyszałem: „Córcia, zanieś już Bekusia do klatki". A wiec to tak! Wyjmowali go, przynosili luzem do pokoju, a ja NIE WIDZIAŁEM. Naprawdę nie potrafiłem go dostrzec. Może mam jakąś ślepą plamkę na oku i nie dostrzegam myszowatych chodzących luzem? Nie wiem.

Wiem tylko, że bardzo brakuje mi podglądania Beko przez kratki.

Baw się, Bekusiu, dobrze w Krainie Wiecznych Łowów!

23:52, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 lutego 2008
o, o Beko...

To był mój przyjaciel Beko... smutno...

o, o Bekoo, o Beko

22:35, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7