RSS
wtorek, 29 stycznia 2008
Kot w butach

Moi kochani!

Rodzice!

Ewentualnie babcie i dziadkowie!

Zastanówcie się, jak się zwracacie do swoich potomków!

Opowiem Wam smutną historię pewnego kota, który w dzieciństwie nie miał wyraźnie określonej kwestii... ehm... płci...

Kiedyś pani i pan Trampa postanowili przydać sobie nieco splendoru i zaprosili do swojego domu mnie, czyli Króla Stworzenia (choć nie było wtedy Trampa, więc i nie było „pana Trampa"... hm... nie wiem, jak o nich mówić... no ale na pewno nie powiem MOJA pani czy MÓJ pan. Pff... Pozostańmy więc przy obecnej nomenklaturze).

Zastanawiali się, jak mnie nazwać. Pan Trampa zaproponował Łiskas, ale na szczęście pani Trampa nie dopuściła do tego. Niestety, nie wiedzieli, że jestem chłopcem. Co więcej, byli przekonani, że będzie u nich mieszkać kociczka. Dlatego od Łiskasa przeszli do Karmy. Tak, tak, przez pierwsze tygodnie miałem na imię Karma. He, he, he... kiedy goście słyszeli moje imię, myśleli, że pan i pani Trampa pojechali terminologią buddyjską, a im chodziło o zwyczajne żarcie. Pamiętam, że troszkę się chichrali. Ale nie zaprzeczali... he, he, he.

Ja coś podejrzewałem, że to imię nie bardzo odzwierciedla moją płciowość. Wprawdzie nie byłem pewien, ale czułem, że coś jest nie tak, jak należy. Wtedy to postanowiłem poudawać, że jestem chory, żeby zabrali mnie do specjalisty. Dużo spałem, nie bawiłem się i miałem oczka zranionej sarenki. Zadziałało i wzięli mnie do weterynarza.

Lekarz zapytał o moje imię, a potem powiedział: „Ale to jest chłopak!". Nastała chwila konsternacji. Jednak szybko doszli do siebie i wykrztusili, że i tak będą mnie kochać. Oczywiście nic mi nie było, więc obeszło się bez zastrzyków czy lekarstw. Wróciłem szczęśliwy do domu, mając nadzieję, że będę miał męskie imię.

Ha! Ale pan i pani Trampa chcieli mieć bardzo nowoczesne podejście do mej seksualności i stwierdzili, że skoro przyzwyczaiłem się do Karmy, to nie będą zmieniać. Halo? Jak to? Jestem chłopakiem! Nie mogę mieć dziewczyńskiego imienia! Ale oni nadal mówili do mnie Karma. W końcu poddałem się i nawet odnalazłem w sobie kobietę.

A wtedy co? Stwierdzili, że jednak potrzebuję utożsamiać się z własną płcią (własną, ale którą? Byłem skonfundowany). I z Karmy zrobili Karmela. Że niby podobnie.

Oj, bardzo ochoczo przyzwyczaiłem się do Karmelka.

Tylko...

Czasami...

Odzywa się we mnie kobieta.

I wtedy nie mogę oprzeć się butom. Damskim butom, oczywiście...

Moja kobieca natura

 

22:52, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 stycznia 2008
... o jak bardzo, bardzo chce się pić

Wspominałem już, że lubię wychlipywać wodę z wanny, gdy ktoś się kąpie. Jednakże nie zawsze mi się to udaje, bo (1) częściej biorą prysznic, (2) czasem nie uda mi się wejść do łazienki, (3) nie bardzo mi na to pozwalają, mówiąc coś o pianie i mydlinach. Dlatego uważam, że mam pewien problem z dostępem do wody. A właściwie miałem...

Nie no... nie osądzajcie pani i pana Trampa. Starają się. Miałem miseczkę na wodę, ale przecież nie będę pić z czegoś, co stoi na podłodze! Poza tym Tramp może do niej podejść, prawda? I ją zbezcześcić.

Najbardziej lubiłem, gdy kran przeciekał. Wchodziłem na umywalkę i sobie piłem, gdy tylko miałem ochotę. Niestety, naprawili kran. Co im przeszkadzał?!?

Z czasem radziłem sobie, jak umiałem. Piłem wodę Trampa. He, he, he... z jego miseczki... Nawet niezła. Albo wskakiwałem na kuchenkę i piłem rosołek lub pomidorówkę. Choć najlepiej smakuje mi zalewajka. Może dlatego, że można sobie łapką wyłowić kawałek kiełbaski.

Ale muszę się pochwalić. Ostatnio kupili mi specjalną szklaną miseczkę i stawiają ją na ławie. Dla walorów estetycznych wsypali na dno trochę czarnych kamyczków (pewnie dlatego, żeby pasowały do mojej sierści). Ubóstwiam z niej pić. Choć przyznam, że trochę przesadzają. Ja rozumiem, że kochają mnie nad życie i chcą mi nieba przychylić. No ale żeby mi do miseczki pływające świeczki wrzucać? Naprawdę nie trzeba, moi drodzy. Jeśli chcecie robić nastrój, to świeczkę możecie postawić obok!

21:47, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2008
Pani Trampa gotuje... (niczym Nigela)

Pewnego razu pani Trampa spotkała się ze swoją koleżanką, u której mieszka Maryśka. Maryśka jest dość nieśmiałą kociczką, która... hm... lubi jeść. I tam pani Trampa usłyszała, że Maryśka rąbie jedną nerkę dziennie. (Nie wiem, czyje są te nerki. Mimo wszystko mam nadzieję, że ludzie aż tak się nie poświęcają dla Panów Stworzenia).

Oczywiście od razu poszła do sklepu, żeby zrobić mi przyjemność. Kupiła nerkę. Ukroiła kawałek i mi dała. O bogowie! To się trzęsło w miseczce i wcale nie wyglądało fajnie. Więc co zrobiła pani Trampa dla swojego Karmelka? Zaczęła gotować nerkę, żeby ta nie wyglądała obrzydliwie.

Nie jestem w stanie opisać tego smrodu, ulatującego z kuchni! Gdy pan Trampa wszedł do domu, od razu zaczął podejrzewać Trampa, że nie wytrzymał do spaceru... He, he, he...

Oczywiście nie tknąłem nereczki. Co więcej, NAWET TRAMP nie był w stanie się skusić, choć on zjada prawie wszystko.

Ja rozumiem miłość do kota, ale, na bogów, niech to uwielbienie nie będzie ślepe!
21:39, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 stycznia 2008
Nieufność

Odkąd wywalczyłem sobie dostęp do komputera, zafascynowały mnie możliwości. Ja - spokojny kot domowy, który nie daje się ubrać w jakieś smyczki i prowadzać jak pies po ulicach i który w związku z tym nie spotyka innych kotów - mam możliwość poznania tych wszystkich mądrych kotów, które też potrafią włączyć sobie kompa. Przeglądam sobie kocie fora, mam kocich przyjaciół na Naszej Klasie...

Niepokoi mnie tylko jedna rzecz. Tyle się mówi o tym, by ostrzegać dzieci przed niebezpieczeństwami Internetu. Bo dziesięcioletnia Małgosia może okazać się pięćdziesięcioletnim zboczeńcem. A co, jeśli te wszystkie koty i kociczki to tylko ułuda? I biała kicia o pięknych oczach jest jakimś babsztylem, którego jedynym sensem życia jest więzienie stada bezwolnych kotów? Bogowie! Trzeba uważać!

22:59, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 stycznia 2008
Duma i uprzedzenie

Wrócił. Jak, nieprzymierzając, syn marnotrawny jakiś...

Ale ja twardy byłem. Nie miętki. Tramp radośnie szczekał na dźwięk domofonu, a ja tylko oczęta otworzyłem, choć wiedziałem, że to ON (rozumiecie - tajemny szyfr dzwonka). Potem pan Trampa stanął w drzwiach. A ja nic. NIC. Nawet nie spojrzałem na niego. Czekałem. I czekałem. W końcu podszedł, pomiział... a ja nadal nic.

Wołał mnie. A ja co? Tak, tak, ja NIC. Byłem obrażony. Śmiertelnie i na całe życie. Na wieczność!

Po godzinie poszedłem przytulić się „na futerko". (Przytulenie „na futerko" polega na ułożeniu się kota przy szyi człowieka... jak kołnierz z lisa. Błee... To znaczy, to błee odnosi się do trupa lisa. Bo przytulanie „na futerko" jest rewelacyjne. Ja się przytulam, a pan lub pani Trampa musi podtrzymać mnie za dupkę, czyli przytulanie wymaga zaangażowania uczuciowego obu stron).

Kiedy poczułem się przeproszony, poszedłem się wreszcie wyspać. Ale to jest chyba zrozumiałe po tylu nocach czekania.

Bogowie! Następnym razem niech już wyciąga tę walizkę. Będę przynajmniej uprzedzony i będę wiedział, na czym stoję!
22:01, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
Ból i rozpacz

Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Jest mi źle i smutno. Zniknął pan Trampa. I w dodatku nic tego nie zapowiadało. Wcześniej zawsze pojawiała się walizka, a potem ktoś znikał. A tym razem nic. Być może były jakieś oznaki, jakiś plecaczek albo co. Ale nie zauważyłem...

Od kilku dni zastanawiałem się, że może powinienem coś zrobić, żeby go jakoś przywołać. Miałem kilka pomysłów:

- wziąłem rozbieg, wskoczyłem na fotel, na biurko z komputerem, zatrzymałem się na monitorze, przeszedłem na parapet, zeskoczyłem i wziąłem rozbieg, wskoczyłem na fotel... I tak pięć razy. Pana Trampa zawsze to wkurzało, więc pomyślałem, że się pojawi i przetrzepie mi futerko. Nie pojawił się...

- otworzyłem drzwi rozsuwanej szafy i wściekle próbowałem wskoczyć na wysoką półkę. Bo nawet przyszło mi do łebka, że może pani Trampa poćwiartowała pana Trampa i trzyma go w szafie. Niestety, zaczepiłem się tylko pazurkami o ciuchy i zawisłem. Chowałem po jednym pazurku i w końcu odpadłem. Nic nie znalazłem...

- gdy pani Trampa brała kąpiel, wszedłem do łazienki i łaziłem sobie po brzegu wanny. Pochlipałem troszkę wody. Pomachałem ogonkiem. Zawsze pani Trampa łapie mnie za ogon i podstępnie moczy w wodzie, a potem woła pana Trampa i się śmieją. Ale tym razem nie zamoczyła mi ogonka. I pan się nie zjawił. Byłem tak zrozpaczony, że nie uważałem i tylna łapka ześlizgnęła mi się do wanny. Dobrze, że pani Trampa była czujna i nie wpadłem tam cały. Może mi współczuje?

Choć nie wiem, czy można w tym domu liczyć na współczucie. Młodsza pani Trampa widząc moją mokrą, szczupłą nóżkę, stwierdziła, że wyglądam jak „nieforemny nastolatek z nieproporcjonalnymi kończynami". Pff....

15:17, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 stycznia 2008
Mój dom, moja twierdza

Dawajcie nastepnego śmiałka!

Trala, la, la, la, trala, la, la...

Ale jestem gościu! Właściwie nie jakiś tam zwyczajny gościu, ale bohater. Taki odważny i zmyślny jak, nie przymierzając, Gagarin.

Odwiedziła nas Febe. Febe jest psiczką i nie przepada za kotami. Podsłuchałem to, jak pan i pani Trampa rozmawiali z panem Febe, a ja jadłem w kuchni chrupki. Troszkę się zjeżyłem. Ale byłem twardy i nie przerywałem jedzenia. No dobra, troszkę dłużej niż zwykle gryzłem chrupeczki, ale Febe nie opuszczała mojego domu.

W końcu postanowiłem iść do pokoju. Szedłem powoli. Skradałem się przy ścianie. Utkwiłem moje błyszczące złowrogo ślepia w Febe. I szedłem. I szedłem. Aż doszedłem...

Nie miałem pomysłu, co dalej. Więc rozpaczliwie zamiauczałem. Ale nie spuszczałem jej z oczu. Z tych złowieszczych, oczywiście, oczu. I w końcu... Tadam... Wskoczyłem na tapczan do PANA FEBE. I się otarłem o niego. A nawet przeszedłem po nim, patrząc z triumfem na Febe.

Już poszli.

A teraz się śmieję... Ha, ha, ha... Złowieszczo.

Dawajcie mi następnego śmiałka!

23:44, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Niezgłębiony niczym tajemnice templariuszy

Nikt mnie nie rozumie... jestem nieodgadniony... nieprzenikniony... niepowtarzalny... Hm... Właściwie to dobra wiadomość, prawda? ;-)

Zawsze, kiedy pani Trampa wyciąga mięsko na obiad z foliowej torebeczki, kładzie ją na bufecie. Wtedy ja wskakuję sobie na bufet, poluję na torebkę i uciekam poganiany niecenzuralnymi okrzykami.
I tak jest od lat. Od lat!

Wówczas chowam się z torebką i wysysam smaki i aromaty. Czasem uszczknę sobie gryza torebki. Ojej, właśnie coś spostrzegłem! Regularnie obgryzam uszy reklamówek i szczątki torebek. Może mi brakuje kwasu foliowego!!! Aaaa!!!

Ale miałem mówić o czymś innym... Jak rzekłem, porywam torebkę i uciekam. Aż tu magle, pani Trampa chyba w trosce o to, bym nie nadwyrężał sobie stawów skokowych, PODAŁA mi torebkę po mięsku NA PODŁOGĘ. Pfff... Wcale, ale to wcale nie pachniała ładnie! Nawet jej nie spróbowałem.

Co za ludzie! Taka zabawa mnie minęła. Ech... mam nadzieję, że to już się nie powtórzy.

23:15, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 stycznia 2008
Amok

Coś pechowy jest ten rok. Właściwie codziennie jakaś plama...

Kiedy jest obiad, moja rodzinka siedzi sobie przy stole, je, a zapach jedzonka rozkosznie drażni moje nozdrza. A przy takich okazjach tracę troszkę panowanie nad sobą i mrucząc ocieram się o tapczanik, nogi stołu, nogi pani Trampa, nogi pana Trampa... jak podleci.

I wczoraj... hm... aż trudno to wyznać... otarłem się o TRAMPA! Bogowie, co za wstyd! Rodzinka trochę się ze mnie śmiała, ale Tramp (co za głupek, he, he, he...) nie zauważył!

Wiernopaddańczo wpatrywał się w pański stół.

Wczoraj mi się udało, ale na przyszłość muszę się lepiej pilnować.

20:45, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 stycznia 2008
Brak miłości...?

To ja... właśnie jak...

No ładnie! Skończyły się żarty... Mam poważny problem. Być może będę musiał pożegnać się z Wami... na zawsze. Mojemu życiu grozi niebezpieczeństwo.

Chyba czas na wyznanie...

Nazywam się Karmel i jestem anonimowym anorektykiem. Lub bulimikiem. Nigdy tego nie odróżniałem. Mówiąc wprost - przyjemność sprawia mi rzyganie. Nie to, żeby wyrzygać się do cna, łącznie ze zjedzoną kolacją. Bez przesady. Ale czasem lubię sobie tak od serca...

Jak zapewne wiecie, koty nie mogą sobie wsadzić palca do pyszczka. Dlatego zlizują z ciałka sierść, zżerają słomkowe ozdoby na choinkę albo wspomniane gumki-recepturki. I voila! Dziś w nocy skorzystałem z igiełek choinkowych.

Wiem, że to zabójcze hobby. Ale ma dodatkowe zalety:

- gdy sobie rzygam, młodsza pani Trampa bardzo się o mnie martwi (czyli mnie kocha)

- gdy pan Trampa wdepnie w produkt mej aktywności, denerwuje się (czyli martwi się o moje zdrowie, czyli mnie kocha)

- gdy pani Trampa sprząta rzygowinki i rzuca złe spojrzenia, nie bije mnie (czyli też mnie kocha)

I z tego wynika wniosek, że nie jestem pewien, czy kochają mnie tak, jak na to zasługuję. O! To ich wina!

19:24, karmelek_kot
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2